Trochę o sobie...

        Nazywam się Mariusz Oryl. Aktualnie mieszkam i pracuję w Inverness w Szkocji, ale to stan przejściowy - od października planuję podjęcie magisterskich studiów uzupełniających. We wrześniu zeszłego roku ukończyłem Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Płocku na kierunku matematyka z informatyką (III rok). Jak sama tematyka tej strony wskazuje interesuje się brydżem. Ale nie tylko. Moją drugą wielką pasją jest wędkarstwo. Kiedy tylko mogę biorę wędę w rękę i ruszam nad wodę... 
        Gram również w tenisa ( zarówno ziemnego jak i stołowego ). To tyle jeśli chodzi o ogóle sprawy związane ze mną.

        Z pewnością chcielibyście wiedzieć w jaki sposób zaczęła się moja przygoda z brydżem. A zaczęła się 7  lat temu , w pierwszej klasie ogólniaka (Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Dąbrowskiej w Żurominie).
        Otóż do uprawiania tego sportu zachęcił mnie mój kolega Paweł Kos ( swoją drogą graliśmy razem przez ponad rok - było różnie jeżeli chodzi w wyniki, ale śmiesznie i sympatycznie zawsze). Właśnie w naszym ogólniaku ruszało kółko brydżowe. Postanowiłem spróbować. Przychodząc na pierwszą lekcje nie miałem zielonego pojęcia o brydżu (nikt w mojej rodzinie, nigdy nie grał). Lekcje prowadził najlepszy instruktor, jakiego mogliśmy sobie wyobrazić - pan Andrzej Rutowski (swoją drogą, dyplomowany sędzia PZBS). Tak więc start mieliśmy zapewniony w pełni profesjonalny.

        To właśnie dzięki panu Andrzejowi w Żurominie zawsze grało dużo młodzieży. Średnio co dwa lata organizowany jest nabór "świeżej krwi". I właśnie w ten sposób w brydża w Żurominie grają nie tylko starsi zawodnicy, ale bardzo dużo młodzieży (oczywiście w granicach możliwości niewielkiego, przecież, 10-tysiecznego miasta).

        Wracając do moich początków, już po 3-ech miesiącach nauki, w czasie ferii zimowych, pojechaliśmy na Drużynowe Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych do Jastrzębia Zdroju. Wprawdzie nie wypadliśmy tam najlepiej, ale zyskaliśmy cenne doświadczenie. Dalszą naszą przygodę z brydżem kontynuowaliśmy na piątkowych turniejach w klubie, gdzie z tygodnia na tydzień poprawialiśmy swoje umiejętności.
        Do dnia dzisiejszego byliśmy już na kilku imprezach o randze Mistrzostw Polski, oraz na obozie brydżowym w Czapleńskim Młynie na Kaszubach, gdzie zawarliśmy wiele znajomości z innymi młodymi graczami głównie z warszawskiego "Staszica" , ale nie tylko( pozdrowienia dla Magdy, Kasi, Agnieszki, Kamili, Feldiego, Marcina, Jacka, Włodka, Ziela i oczywiście dla profesora "Sakera", oraz dla wszystkich o których pamiętam, ale przez niedopatrzenie nie napisałem - wszyscy jesteście the best).

        Tak wiec rozwijamy się, a to najważniejsze. W  sezonie 2001/2002 wystawiliśmy nawet drużynę w czwartej lidze , złożoną z samej młodzieży. Od pierwszego zjazdu objęliśmy prowadzenie i nie oddaliśmy go już do końca. Niestety przegraliśmy baraże o wejście do trzeciej ligi.

        W naszym mieście działa również szkółka dla gimnazjalistów prowadzona przez świetnego kolegę i brydżystę Adama Ejnika. W zajęciach głównie biorą udział uczniowie jednego z żuromińskich gimnazjów. Młodzi zawodnicy powoli zgłębiają tajniki najwspanialszej z gier karcianych, a widząc ich zapał możemy być pewni, że brydż w naszym mieście przetrwa. W czasie ferii zimowych (2002) dwie dziewczynki (Kasia i Wioletta) pojechały na zimowy obóz brydżowy do Szamotuł (na którym byłem również ja - jako uczestnik-opiekun). W drodze powrotnej dziewczynki przyrzekały sobie, że w wakacje nie chcą jechać nigdzie oprócz obozu brydżowego... I faktycznie nie dziwię im się wcale - obóz był fantastycznie zorganizowany, i co ważniejsze naprawdę można było się sporo nauczyć. W tym miejscu duży ukłon w stronę Pana Janusza Maliszewskiego, opiekuna grupy warszawskiej, który naprawdę wkłada całe serce w to co robi. A że robi fantastycznie... 
        W czasie trwania obozu odbyły się również Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski Młodzieży Szkolnej, w których wystartowało 31 par z całej Polski. Po niesamowitej walce (turniej był prowadzony systemem "na dochodzenie" wiec wyniki były znane po każdej rundzie, co jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę) puchar powędrował w ręce moje i mojego partnera - Mateusza Magdonia. Wygraliśmy róznicą tylko 0.44%! Zwycięstwo tym bardziej cieszyło, że praktycznie przez cały turniej prowadziła para Dorna - Perz, i dopiero w czasie ostatniej rundy usiedliśmy na stoliku nr. 1 na linii NS, czyli byliśmy parą prowadzącą. Dotychczas tą wygraną uznaje za swój największy sportowy sukces, a puchar stoi na honorowym miejscu w pokoju...
Relację z obozu, świetnie oddająca klimat tego zimowiska, można przeczytać
tutaj.

        Tak więc raz jeszcze chciałbym podziękować panu Andrzejowi Rutowskiemu za wkład i zaangażowanie we wprowadzaniu nas na, ciężką przecież dla początkujących, drogę potyczek przy zielonym stoliku.


[strona główna]  [licytacja]  [wist]  [słowniczek]  [brydż w Żurominie]  [typy brydżystów]  [hiperłącza]  [galeria]


Copyright Mariusz Oryl
Data ostatniej modyfikacji : 29 03 2006