D'Artagnan
Jak wiadomo,
jest to słynna postać z "Trzech muszkieterów"
(dlatego "trzech", bo ich było czterech).
Gracz tego zawołania jest mołojcem, miłym półgłówkiem,
awanturnikiem i ryzykantem. Ciska się gorącym łbem w
wir niebezpieczeństwa, kocha brydża i umiera z uśmiechem.
Szpadę ojców, czyli talie kart, otrzymał w testamencie.
Będzie grał przez dwie doby, niezbyt troszcząc się o
to, jak się skończy taki muszkieterski żywot. Toteż
stary d'Artagnan powinien od czasu do czasu sprać młodego
d'Artagnana i tą okrężną drogą wbić mu w głowę dość
prawdziwy morał, że oprócz brydża istnieją na świecie
inne jeszcze ciekawe rzeczy.
|
Einstein
Jest to taki filozof, z którym nigdy
nie można się dogadać. Na najprostszą uwagę zawsze
ci odpowie: "To jest względne, proszę pana!",
a kiedy go zapytasz, dlaczego zagrał jak wielbłąd, któremu
słońce przypaliło rozum, odpowie ci zawsze: "To
kwestia nosa!".
Typ nieuleczalny, stracony, beznadziejny.
|
Papkin
Gdzie ten człowiek nie był, z kim ten
człowiek nie grał! Jeśli mowa o Londynie, on tam grał
z lordem Kundelburym, Alfonsowi XII dał w Escurialu taka
kontrę, że grandowie zbledli. Jest członkiem
wszystkich najwspanialszych klubów świata. Wybiera się
na olimpiadę brydżową do Chicago. Na luksusowym okręcie:
Nowy Jork - Kalkuta, patrząc na jego grę, powiedział
wicekról Indii:
- No, wie pan!...
|
Sokole Oko
Dzielny mąż z pięknej
powieści Fennimora Coopera, nazwany tak z powodu niezwykłej
bystrości wzroku. Jego brydżowy potomek widzi tak
przedziwnie, nie tylko to, co się dzieje na dalekim
widnokręgu, ale i to, co się dzieje na lewo i na prawo
przy stole gry. Łatwo ujrzy jaguara w puszczy, ale
jeszcze łatwiej asa pik w kartach wrogiej Bladej Twarzy,
która je trzyma niezręcznie. Sokole Oko jest śmiertelnym
przeciwnikiem w gronie naiwnych graczów.
Precz z tym Indianinem!
|
Brydżystans
Litwin umrze
prawdopodobnie, kiedy pala się trzy świece; kiedy
zobaczy trzy wrony, wróci z drogi, bo nie dojedzie;
kiedy ujrzy pająka, szuka haka i kręci z konopi
stryczek. Otóż, co trzeci z brydżowego pospólstwa
jest takim przesadnym, miłym Litwinem. Zgroza i
utrapienie. Taki nosi przy sobie zajęczą łapkę, małe
pajace, kawałek sznurka, najrozmaitsze paskudztwa. Wciąż
zmienia miejsce i odwraca krzesło, a czasem okadza je
zapałką. Słowo daje, to nie łgarstwo. Będzie pisał
tylko swoją kredą, nie wierzy kartom czerwonym, płacze,
że musi trzymać w ręku kart trzynaście, unika niektórych
partnerów jak zarazy, trzech wron i jak pająka. Nie
grywa nigdy w piątek; głupi natomiast jest przez cały
tydzień.
|
Koziołek - Matołek
Jest to słynna postać z mojego poematu
filozoficznego dla dzieci do lat pięciu. Głupawy cap,
choć strasznie poczciwy. Cokolwiek uczyni, wszystko
wypada na odwrót. Kuzyn Matołka, brydżysta jego
pokroju, nie powinien być nazywany tak zdrobniale. Może
grac w brydża sto siedem lat i nigdy nie będzie umiał.
Tłumaczą mu np., bijąc kamieniem po głowie, że jeśli
się ma asa i króla w jednym kolorze, należy wyjść w
króla. Po chwili Matołek wychodzi w króla pik ni w pięć,
ni w dziewięć.
- Dlaczego pan wyszedł w tego króla?
- Bo miałem asa. Asa karo!
Lepiej zemdleć i nic już nie mówić. Opowiadają o
takim cierpliwym bęcwale, że kiedy zagrał ponad
wszelkie pojęcie bezmyślnie, zirytowany kibic gruchnął
go pięścią w łeb. A Matołek na to :
- Czego pan chce ode mnie? A jak miałem zagrać?
|
Kauzyperda
Och, to jest
straszny gracz! Żeby mu stu znakomitych brydżystów tłumaczyło,
że zagra żle, nie przyzna nigdy nikomu racji. Będzie słuchał
argumentów i wreszcie powie :
- A ja się z tym nie zgadzam!
Niemądrzy ludzie wiodą z takim dyskusje, zamiast
zastrzelić go od razu. Kiedy grałeś z takim do
dwunastej w nocy, wśród wielkich awantur, o trzeciej po
północy zbudzi cię telefon, a Kauzyperda powiada
twojej rozpaczy :
- A ja panu mówię, że pan mógł wygrać te cztery
piki! Rozmawiałem z żoną i twierdzi to samo!
Po tej rozmowie przychodzisz do przekonania, że nie należy
zakatrupić tylko Kauzyperdy, lecz trzeba wygubić cały
ród i zacząć od połowicy.
|
Pikard
Wspaniały
szaleniec, co wzlatuje do stratosfery, ponad chmury i obłoki.
Lotnik nieustraszony, którego żadna nie straszy wysokość.
Pikard jest wszędzie, nie ma brydża bez pana Pikarda.
Daj mu tylko karty do rąk, a zobaczysz jazdę - ha! Brydż
polega na licytacji in plus. Niechże kto spróbuje
przelicytować owego Pikarda, niech go kto usiłuje
przewyższyć w dążeniu ku wysokościom! Jeszcze się
taki nie urodził. Wyleziesz na kiery, on na piki, ty na
piki, on na "bez atu" - nie dopędzisz, czarna
wrono, orła w przestworzach. Leci Ikar na słońce
wielkiego szlema i potem papa Dedal zbiera kosteczki, płaci
i płacze. Straszny jest los pokolenia Pikardów!
|
Almanzor
Co tu wiele gadać?
Wystarczy okrzyk: "Ja wam zarazę przyniosłem!".
Za takim chodzi nieszczęście i całe wojsko dwójek, trójek
i czwórek, do siódemki włącznie. Ten człowiek czytał
tylko o asach; króla nie oglądał na oczy; mizernego
waleta, smętnego karcianego idioty, nie napotkał na
swojej drodze. Kiedy jest twoim partnerem, zamknij oczy,
zaciśnij zęby i staraj się, aby czym prędzej dostał
go w spadku następny gracz.
|
Bosco
Głośny magik i
czarnoksiężnik. Myślisz, że wyciągnie z kieszeni
chustkę, a on wyciąga dwie kaczki! Bosco brydżowy
powinien wyciągnąć z kieszeni portfel, aby zapłacić,
tymczasem zaś wyciąga chustkę do nosa. Jest to bardzo
śmieszna sztuka, z której ludzie kwaśno się śmieją,
a magik powiada:
- Zapomniałem portfelu w innym ubraniu.
Stu świadków można postawić, że nigdy nie miał
drugiego ubrania. Kiedy jest przegrany, umie tak wybornie
urządzić, że właśnie dzwoni telefon, który wzywa go
w pilnej sprawie. Wtedy rzecze:
- Niech ktoś za mnie dokończy gry, a ja wrócę za pół
godziny i ureguluję rachunek".
|